NEWSY

Michał Malitowski & Joanna Leunis

Dziś będzie notka z Tajwanu

Dodano: 2011-01-23 | 18:48:32


Michał Malitowski na stałe współpracuje z Place For Dance - magazynem dla fanów tańca, na łamy którego przesyła listy ze świata. Prezentujemy jeden z takich listów z nr 2/2010 PFD.


Foto: Thunyapong Suriyachut
Oficjalna strona na FB Michała i Joanny


Już 9 lutego 2011 roku w sprzedaży
kolejne wydanie Place For Dance


Dziś będzie notka z Tajwanu. Powinna być z Polski, ale sami wiecie
– żeby opisywać to, co najbliższe sercu, trzeba największego dystansu
– w tym czasowego. Więc z Polski może następnym razem...

Podczas naszego ostatniego pobytu na Tajwanie, totalnie zakotwiczył nas na południu wyspy, w mieście Tainan, tajfun, ponoć najgorszy w tym roku. Wszystkie loty i pociągi zostały odwołane. Nasze zaplanowane od miesięcy szkolenie też się nie odbyło. Byliśmy raczej bezpieczni w pięciogwiazdkowym hotelu, ale w głowie kołatało, że natura ma wszak więcej gwiazdek. Moja urocza partnerka zagłuszała bojaźliwe myśli, oddając się masażom i doprowadzając swoje mięśnie do jeszcze większej perfekcji. No a ja pośród pogodowego chaosu czerpałem pociechę z tego, że choć do domu daleko, to jednak i Tajwan taki niezupełnie obcy...
   
Na Tajwanie, podobnie zresztą jak w wielu innych krajach Azji, taniec jest bardzo popularny. Już kilka razy szkoliliśmy pary na różnych tajwańskich kongresach. Wielokrotnie na rozmaitych imprezach prezentowaliśmy też taneczne show. Ostatni pokaz w Tainan wypadł całkiem nieźle. Tańczyliśmy nasze klasyki z japońskiego Superstars. Tym razem bez wpadek i na większym luzie. Ciężko to zrozumieć – starania te same, a efekt tak różny. Paskudny ten taniec, nie można do końca mieć nad nim kontroli. Niektórzy twierdzą, że to właśnie jest w nim piękne... no cóż. Organizatorzy tajwańskich imprez, by tak rzec, mają wielki biznesowy pęd. Przed pokazami nasze wizerunki utrwalone w tanecznych pozach są niemal wszędzie – nie tylko w studiach tanecznych, ale na autobusach, plakatach, długopisach, nalepkach od piwa, na witrynach sklepów spożywczych. No i to parcie na tak zwane szkło. Przed naszym ostatnim pokazem w Taipei oglądałem swoją polską twarz we wszystkich telewizyjnych newsach. Mało tego, wspaniałomyślny organizator przyrównał ją do twarzy A-list celebryty Nicholasa Cage'a. Było to coś w stylu: Spot the difference! Masakra, zresztą sprawdźcie sami na malitowskileunis.com pod "exclusives". Sam wolałbym raczej skojarzenia z Leonardem di Caprio, Johnnym Deppem, no chociaż z Bradem Pittem. Zresztą, niech będzie Nicholas Cage, ale koniecznie ten z  "Dzikości serca", obok Laury Dern (she is nice...).

Roztańczeni Tajwańczycy mają jeszcze jedną przypadłość. Kopiowanie. Dorównują w tym samym mistrzom, tj. Chińczykom (a tak usilnie próbują się od nich odseparować...). Nie mam tu na myśli kopiowania CD czy DVD, bo to już  norma. Tajwańczycy kopiują choreografie taneczne, stroje, fryzury, a nawet zachowania innych tancerzy. Niezły ubaw zobaczyć siebie w wersji asian. Nakręcają więc wszystko i wszędzie, a później "odtwarzają". Nie mam nic przeciwko naśladowaniu innych, zwłaszcza ich ruchów. Sam to robię. Podobają mi się inni tancerze, także ci, z którymi rywalizuję. Lubię podglądać byłych mistrzów, fascynują mnie ruchy młodszych kolegów i koleżanek z tanecznej branży. Jestem otwarty na inne formy tańca i odmienne kategorie sztuki. Co mi się spodoba – biorę. Staram się jednak wszystko, co uchwycone w innym, odnaleźć w sobie i u siebie, przyswoić i oswoić, odnaleźć w swoim ciele i odszukać we własnym Ja. Jak to śpiewali polscy ziomale: "dobieram swój styl, jak staruszka korale"...

Nie tylko taniec, ale i wszelkie formy ludzkiej aktywności mają swój początek w naśladowaniu i odtwarzaniu. W oglądanych ruchach i cudzej ekspresji odnajdujemy pamięć własnych ruchów i chęć, by podjąć próbę wyrażenia siebie. Spotkanie więc z tym, co inne -  i lepsze, i gorsze, i całkiem bez znaczenia, i takie, które już na pierwszy rzut oka znajduje nasze uznanie, inicjuje pewien proces - w przypadku tancerza, musi to być proces twórczy. Polega on na poszukiwaniu w sposobach wyrażania i ekspresji innych tego, co wyrażane – pewnej jakości, która będzie należeć do nas dopiero wtedy, gdy zostanie przez nas przetrawiona. Można powiedzieć, że w przeżyciach innych odnajdujemy bodziec do własnego przeżywania, albo, że w cudzych interpretacjach odnajdujemy powód, by samemu interpretować...

Pozdrawiam wszystkich!
Michał Malitowski


Źródło:
PLACE FOR DANCE magazyn dla fanów tańca
Nr 2 listopad/grudzień 2010.

Publikacja jest wynikiem współpracy między:
TWIST SERVICE Portal Taneczny
i
PLACE FOR DANCE magazyn dla fanów tańca.

Dziś jest
23 stycznia 2022