PUBLICYSTYKA / 2013 / ARTYKUŁY ROKU 2013

Śpiąca królewna Matthew Bourne’a

Dodano: 2013-02-08 | 12:51:52


Fenomen angielskiego choreografa polega na tym, że spektakle Bourne'a przyciągają publiczność, która ze sztuką taneczną nie miała wcześniej nic wspólnego i sprawiają one, że widzowie nie tylko wychodzą z teatru zachwyceni, lecz że niecierpliwie oczekują również na kolejne przedstawienie.


Agnieszka NAREWSKA

Śpiąca królewna Matthew Bourne'a, czyli gotycki romans baletowy pół żartem, pół serio.


Matthew Bourne to brytyjski choreograf, którego nie trzeba przedstawiać. Jego sława dawno już przekroczyła granice nie tylko Wielkiej Brytanii, lecz także Europy, przebojem zdobywając Amerykę, Japonię, Australię... Najsłynniejszy jego spektakl - Jezioro łabędzie, na stałe wszedł do kanonu obowiązkowych dzieł, które musi zobaczyć każdy, kto chociaż w małym stopniu interesuje się tańcem. O popularności Bourne'a świadczy również fakt, że do jego zespołu New Adventures, który działa od 2002 roku(1), powoli ściągają bardzo dobrze wyszkoleni tancerze z całego świata, wiec poziom wystawianych spektakli wzrasta z sezonu na sezon. Ponadto od 2006 roku siedzibą New Adventure stał się prestiżowy londyński Sadler's Wells Theatre.

Fenomen angielskiego choreografa polega na tym, że spektakle Bourne'a przyciągają publiczność, która ze sztuką taneczną nie miała wcześniej nic wspólnego i sprawiają one, że widzowie nie tylko wychodzą z teatru zachwyceni, lecz że niecierpliwie oczekują również na kolejne przedstawienie.

Na październik 2012 roku Bourne przygotował swoim fanom niezwykłą niespodziankę - premierę Śpiącej królewny Piotra Czajkowskiego. Jest to trzeci, ostatni już balet Bourne’a, który powstał do muzyki rosyjskiego kompozytora. Pierwszym był Dziadek do orzechów stworzony w 1992 roku dla Opery North, a drugim wspomniane już Jezioro łabędzie z 1997. Na dokończenie trylogii Czajkowskiego trzeba więc było czekać aż piętnaście lat. Ta długa przerwa wynikała z pewnych obiekcji Bourne’a wobec tego baletu. Jak sam twierdzi treść Śpiącej królewny zawsze powodowała w nim pewnego rodzaju chłód i obojętność. Choreografa porywała co prawda wspaniała muzyka Czajkowskiego, jednak cały spektakl przytłaczał go swoim splendorem, monumentalną formą i klasycznym blichtrem.

Bourne długo nie mógł wpaść na pomysł według jakiego klucza rozpisać swoją wersję Śpiącej królewny. Do pracy zmobilizowała go wizyta w Rosji, gdzie zwiedził muzeum Czajkowskiego, co okazało się wydarzeniem niezwykle inspirującym, by nie rzec przełomowym dla powstania baletu, którym choreograf pragnął uczcić jednocześnie dwudziestą piątą rocznicę powstania swojego zespołu:

"Stojąc samotnie w sypialni wielkiego kompozytora, z małym, żelaznym łóżkiem i prostym, drewnianym stołem, łatwo było wyobrazić sobie tego wspaniałego człowieka obserwującego zmieniające się pory roku i piszącego swoją niezapomniana muzykę, jaka kiedykolwiek została skomponowana. W tym momencie zdecydowałem, jakkolwiek ckliwie to brzmi, iż był to znak, że moim kolejnym projektem, który powinienem zrobić jest Śpiąca królewna Czajkowskiego. Czyż jest lepszy sposób, aby uczcić nasze dwudzieste piąte urodziny? Wróciłem do Londynu z ułożonym walcem i z perspektywa pełnego poszukiwań lata(2)."

Jak zawsze w przypadku tworzenia nowego spektaklu, Bourne rozpoczął swoją pracę od poszukiwania jak największej ilości opracowań na interesujący go temat. Sięgnął po różne wersje bajki Śpiąca królewna, a także po materiały z historii tańca dotyczące baletu Petipy. Jednak najbardziej inspirującym scenariuszem okazała się partytura Czajkowskiego, która sama z siebie podpowiada emocje i wydarzenia, które trzeba przedstawić.

Bourne nie chciał całkowicie odcinać się od Petipowskiego pierwowzoru, pragnął jedynie "naprawić" te aspekty baletu, które uważał za słabe. Przede wszystkim wzmocnił więc fabularną konstrukcję spektaklu, zwłaszcza watek miłosny pomiędzy Aurora, a Leonardem. Leo, bo tak brzmi forma imienia, którą posługuje się Bourne w libretcie, nie pochodził jak w oryginale z królewskiego rodu, lecz pełnił jedynie funkcje łowczego na dworze rodziców królewny. Co ważne, u Bourne’a - podobnie jak ponad pięćdziesiąt lat wcześniej w bajce Walta Disney’a - młodzi poznają się i zakochują zanim Aurora zapadnie w stuletni sen, co z pewnością czyni ich uczucie bardziej wiarygodnym. Angielski choreograf pragnął również wyraźniej zaakcentować występującą zarówno w baśni jak i w balecie antynomię dobra i zła. Okrutna wróżka Carabosse w pierwotnej wersji baletu była właściwie postacią drugoplanową. Aby uczynić swoja Śpiąca królewnę bardziej spójną i jednocześnie bardziej mroczną, Bourne wprowadził postać Caradoca, syna Carabosse. Zarówno on jak i jego matka biorą czynny udział we wszystkich częściach spektaklu, ingerując w losy głównej pary bohaterów.


Źródło: New Adventures

Ciekawym zabiegiem było także czasowe zróżnicowanie trzech aktów baletu. Akcja Śpiącej królewny rozpoczyna się w 1890 roku w chwili narodzin Aurory. Data ta jest równocześnie nawiązaniem do premiery spektaklu w Sankt Petersburgu, przygotowanej przy ścisłej współpracy Piotra Czajkowskiego z francuskim baletmistrzem Mariusem Petipą. Akt drugi odbywa się natomiast w 1911 roku, kiedy to dwudziestoletnia królewna osiąga już pełnoletność. Akt trzeci, zgodnie z przepowiednią, odbywa się sto lat później, a więc współcześnie, w 2011 roku.

Czasowemu zróżnicowaniu akcji odpowiada różnorodność zastosowanych technik i stylów tańca. Akt pierwszy, czerpiący najwięcej z techniki tańca klasycznego, stylizowany jest na oryginalną choreografię Petipy, co widać szczególnie wyraźnie w wariacjach wróżek. Akt drugi wypełniają tance towarzyskie, głównie salonowe (walc), ale nie tylko. Bourne chciał również wprowadzić tańce amerykańskie, które na początku XX wieku zdobywały coraz większą popularność w Europie. Choreograf nie ukrywa również inspiracji legendarną, taneczną parą - małżeństwem Verona i Irene Castle, których popisy stanowiły preludium do spopularyzowania nowych, współczesnych trendów w sztuce tańca. Akt trzeci jest natomiast zdominowany przez duncanizm i właściwy dla niego taniec wyzwolony(3).

Mimo uwspółcześnienia akcji, Bourne nie chciał rezygnować z tak charakterystycznej dla Śpiącej królewny aury baśniowości. W związku z tym balet rozpoczyna się typowymi dla baśni słowami: "Dawno, dawno temu...", a kończy podobnie powszechnym zwrotem: "I żyli długo i szczęśliwie". Choreograf od początku wyjaśnia również przyczynę zażartej nienawiści Carabosse do królewskiej pary. Jak w wielu baśniach, królowa nie mogła mieć dzieci, a swojej upragnionej córeczki doczekała się właśnie za sprawą wiedźmy. Ten mimowolny pakt z silami ciemności nie mógł pozostać bez konsekwencji - na skutek klątwy Aurora nie tylko zapada w stuletni sen, lecz również po przebudzeniu dręczona jest przez upiory i siły zła. Na szczęście miłość jest silniejsza od nienawiści, wiec wszystko kończy się sentymentalnym happy endem z małym bobasem na kolanach Aurory i Lea.

Aby rozwiązać problem wieku Lea - wszak po stuletnim śnie królewny pozostaje on nietknięty zębem czasu - Bourne wprowadził wątek wampiryczny. Leo zostaje ugryziony w szyję przez Hrabiego Bzu (Count Lilac), odpowiednika Petipowskiej Wróżki Bzu, co - jak głosi wiele ludowych podań - zapewnia mu długowieczność.

Atutem inscenizacji angielskiego choreografa jest również oryginalna konstrukcja postaci Aurory, która ukazana jest jako energiczna, niepokorna dziewczyna z pasją i zachwytem odkrywająca uroki życia, odważnie przeżywająca inicjację w dorosłość. Królewna nie ma nic ze spodziewanego splendoru wynikającego z tytułu, który nosi. Bourne wystylizował ją niemalże na dziecię natury, które przypomina dziką i zadziorną Dzikuskę Ireny Zarzyckiej, czy młodą Isadorę Duncan. Już jako niemowlę jest dzieckiem chętnie eksplorującym świat, nie dającym swoim opiekunom chwili wytchnienia (świetny pomysł z wykorzystaniem marionetki). Dzięki miłości do Lea, a także różnorakim przeszkodom, które stanęły na drodze do ich szczęścia, oraz stuletniej drzemce, Aurora staje się kobietą (Bettelheim interpretuje ukłucie się wrzecionem jako symbol osiągnięcia dojrzałości płciowej, a stuletni sen m.in. jako zdobycie dojrzałości emocjonalnej) gotową do spełnienia roli nie tylko żony, lecz również i matki.

Zaletą spektaklów Bourne’a jest z pewnością konsekwentnie prowadzona narracja, umiejętność budowania napięcia, a także humor i dowcip. Choreograf posiada niekwestionowany dar opowiadania historii, a także intuicję w dobieraniu odpowiednich wykonawców, tancerzy-aktorów. Z drugiej jednak strony, można by rzec słowami wieszcza, iż najnowszy balet Bourne’a jest jak piękna świątynia, w której nie ma boga... Jego spektakl bawi, zapewnia rozrywkę, stanowi przyjemność dla oka. Pozostawia jednak mało refleksji, czy głębszych wzruszeń - jest niczym fajerwerk: pali się jasnym, gwałtownym płomieniem, jednak bardzo szybko gaśnie.

Mimo słów krytyki Śpiąca królewna Bourne’a jest z pewnością pozycja obowiązkową dla wszystkich baletomanów. Nie rozczaruje również tych, którzy pragną spędzić w teatrze miły, pełen humoru i lekkiej rozrywki wieczór.


-------------------------------------
1 Pierwszy zespół Bourne Adventures in Motion Pictures powstał w 1987 roku. Działał nieprzerwanie do 2002 roku kiedy to został przemianowany na New Adventures.
2 Jeżeli nie podano inaczej, wszystkie cytaty pochodzą z programu teatralnego Matthew Bourne’s Sleeping Beauty, London 2012. Tłum. A. N.
3 Zob., op. cit.




AGNIESZKA NAREWSKA - absolwentka Krakowskiej Zawodowej Szkoły Baletowej, studentka Komparatystyki na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Choreografii i Teorii Tańca na Uniwersytecie Muzycznym w Warszawie.


Dziś jest
18 września 2018