TANIEC NA WÓZKACH

Polacy w towarzystwie Pana Takhira Maylyautdinov

"Wielki Walc" w Tatarstanie

Dodano: 2013-05-06 | 07:35:57


Ostatni weekend kwietnia część naszych tancerzy na zaproszenie władz miasta miała przyjemność uczestniczyć w turnieju zorganizowanym w Naberezhniye Chelny w Rosji.


Polacy w towarzystwie Pana Takhira Maylyautdinov
foto: Jacek Reda

Naberezhniye Chelny, to miasto, położone niedaleko Kazania w republice Tatarstanu jest aglomeracją powstałą podczas budowy olbrzymich zakładów produkcyjnych pojazdów "Kamaz". Mieszka tutaj na stałe ponad 510 tys. ludzi, z czego 40 procent to Tatarzy.

Odbywająca się w dniu 27 kwietnia 2013 impreza o nazwie "Wielki Walc - 2013" składała się z kilku mniejszych turniejów. Podczas nich można było być świadkiem pokazów, rywalizacji zespołów - formacji tanecznych, tancerzy tańca towarzyskiego oraz tancerzy na wózkach.

Nasza podróż zaczęła się 26 kwietnia i nie była łatwa. W wyniku bardzo małych odstępów czasowych pomiędzy poszczególnymi etapami wyprawy, nie zdążyliśmy, a dokładnie nie pozwolono nam wejść na pokład ostatniego z samolotów, który miał przewieźć nas z Moskwy do samego Naberezhniye Chelny. Pomimo, że byliśmy 40 minut przed planowanym startem jedynego lecącego w tym dniu do naszego docelowego miasta samolotu, "pani" zasiadająca w "okienku" oświadczyła, że właśnie zakończono odprawę pasażerów i nie ma już możliwości abyśmy weszli na pokład. Na nic zdały się tłumaczenia, że lecimy tranzytem i jest to nasz kolejny 3 samolot w tej podróży, oraz, że wszelkie możliwe opóźnienia wynikają jedynie z winy przewoźnika, a nie nas małych "robaczków". Argument, że są z nami osoby na wózkach okazał się bardziej przeszkodą niż pomocą, bo otrzymaliśmy informację, ze wózki jako pierwsze powinny być załadowane do samolotu, a tak to "się nie da". Po dalszej polemice odesłano nas do kolejnego okienka, gdzie tym razem zasiadającemu "panu" tłumaczyliśmy sytuację. Od niego odesłano nas do kierownika itd... O dziwo czas nie pozostawał w bezruchu i nasz upragniony statek powietrzny opuścił lotnisko Szeremietiewo. Dopiero wtedy delikatnie pomiędzy wierszami otrzymaliśmy informację, że gdybyśmy całą naszą podróż odbywali z tym samym przewoźnikiem (Aeroflot) to dałoby się jeszcze może i coś zrobić, a tak... W podobnej sytuacji znalazła się również para z Izraela, którą spotkaliśmy na tym lotnisku.

Na szczęście bardziej operatywni okazali się organizatorzy turnieju. Po dość szybkiej wymianie informacji z nimi, zaproponowali, żebyśmy lecieli dalej samolotem do Kazania (na szczęście startował za 2 godziny), a oni podstawią nam tam autokar, który dowiezie nas już na miejsce. Reszta drogi przebiegła bez perturbacji. Niestety na miejscu byliśmy nie o godzinie 0:30 jak wynikało z poprzedniego planu lecz o 8:00 rano. Nasi gospodarze wykazali się dużą dozą elastyczności i przestawiając program zawodów dali nam czas na wypoczynek. Miało to niestety również negatywne dla nas skutki. Nie obejrzeliśmy całości turnieju, a jedynie finały grup oraz tancerzy indywidualnych startujących w zawodach.

Sam turniej tańca na wózkach pod nazwą "Puchar Mera" zaczął się wieczorem. Tancerzom noty wystawiał międzynarodowy skład sędziów, wśród których znalazła się nasza sędzina Pani Iwona Ciok. Wzięło w nim udział kilkadziesiąt par, z czego znakomita większość była z Rosji. Poza nimi startowała para ze Słowacji, która ostatecznie wygrała w kategorii combi standard I, para z Izraela i nasi zawodnicy startujący zarówno w kategoriach combi jak i duo.

Ośrodek sportowy, w którym odbywały się zawody jest nowoczesną inwestycją dość dobrze przygotowaną. Jedyne na co skarżyli się tancerze to brak możliwości właściwej rozgrzewki. Spowodowane to jednak było moim zdaniem ilością tancerzy i grup tanecznych, które przygotowywały się do startu oraz faktu, że jednak "zmusiliśmy" trudami podróży organizatorów do zmian w programie. Do plusów imprezy sądzę, że można zaliczyć niewątpliwie gorącą i naprawdę przyjazną atmosferę, którą tworzyli sami zawodnicy oraz ponad 2 tysiące widzów.

W rezultacie tego (zbyt krótkiego zdaniem naszych tancerzy) :) turnieju zajęliśmy:
  • 2 miejsce w kategorii combi latin 2 - Paweł Karpiński i Nadine Kinczel
  • 4 miejsce w kategorii combi standard 2 - Andrei Selivonets i Joanna Reda
  • 2 miejsce w kategorii duo latin 2 - Paweł Karpiński i Joanna Reda
  • 2 miejsce w kategorii duo standard 2 - Paweł Karpiński i Joanna Reda


foto: Jacek Reda

Mimo, że nie był to turniej rangi mistrzowskiej, to na parkiecie między sobą rywalizowały pary plasujące się w światowej czołówce. Mimo lekkiego niedosytu jaki czuła para Selivonets - Reda uważam, że zajęli oni bardzo dobre miejsce biorąc pod uwagę krótki (cztero-miesięczny) staż taneczny tej pary oraz fakt, że był to ich drugi w ogóle, a pierwszy w grupie "top" start.

Turniej pokazał nam bardzo duży progres naszych zawodników pomiędzy kwietniowym turniejem w Holandii, a obecnym. Pani Iwona Ciok, która była jednym z sędziów, przyznała, że nasze pary zatańczyły jeden z najlepszych turniejów jakie miała okazję  obserwować i były bardzo dobrze wspominane przez innych sędziów podczas późniejszych rozmów. Oprócz samych końcowych wyników (jak zwróciła mi uwagę Pani Iwona w naszych późniejszych rozmowach) ważny jest fakt, że Rosjanie są narodem bardzo uzdolnionym muzycznie i tanecznie (w samym Naberezhniye Chelny istnieje 16. szkół tańca). Nie łatwo ich zachwycić byle jakim występem, a start naszych par oklaskiwany był bardzo mocno podczas owacji na stojąco. Po zakończeniu zawodów podchodzili do naszej grupy widzowie szczerze gratulując tańca. To wszystko złożyło się końcowo na odrzucenie w niepamięć przebytych trudów drogi. Warto było! Tym bardziej, że jak zapewniał nas główny organizator turnieju p. Takhir Maylyautdinov - Mer miasta był pod dużym wrażeniem całego turnieju i obiecał dalszą pomoc w organizacji dalszych tego typu przedsięwzięć.


foto: Jacek Reda

Następnego dnia nie pozostawiono nas samym sobie. Zaplanowano wycieczkę po mieście i jego atrakcjach. Zwiedziliśmy między innymi muzeum historii miasta, gdzie mogliśmy zobaczyć przedmioty związane z jego historią w istniejących ekspozycjach. Ciekawy moim zdaniem jest tutaj pomysł umieszczenia w jednym budynku przedmiotów odkrytych podczas budowy miasta (skamieliny zwierząt) oraz rzeczy związanych z dziejami nowszymi (chusty pionierskie, sprzęt rtv, pamiątki związane z mieszkańcami miasta). Z muzeum udaliśmy się do XVIII wiecznej cerkwi, gdzie tamtejszy duchowny oprowadził nas racząc dużą ilością informacji.

Do dyspozycji mieliśmy grupę wolontariuszy, którzy pomagali podczas pokonywania różnego rodzaju przeszkód architektonicznych, wsiadaniu do pojazdów (jeśli nie były przystosowane), przenosili bagaże. Już na pierwszy rzut oka widać było, że ludzie ci robią to
z przyjemnością jaką można czerpać pomagając innym i dumą prezentowania swojego miasta przed gośćmi z zagranicy.

Jednym zdaniem, wszelkie niedogodności związane z podróżą z nawiązką zostały zrekompensowane przez atmosferę turnieju i pozostałą część naszego pobytu w Naberezhnich Chelnach.

Andrei Selivonets i Joanna Reda, na drugim planie z lewej - Iwona Ciok

Pani Iwona Ciok - na drugim planie, z lewej, i
Andrei Selivonets & Joanna Reda
foto: Jacek Reda

Na zakończenie przytoczę kilka słów Pani Iwony Ciok:
  • "wyjątkowa podróż: Warszawa, Ryga, Moskwa, Kazań, Naberezhniye Chelny - Nizhnekamsk, Moskwa, Moskwa, Mińsk, Warszawa,
  • wyjątkowa gościnność,
  • wyjątkowy taniec,
  • wyjątkowa publiczność (2.000 ludzi na sali!).
  • Turniej niezapomniany!
  • Wielkie gratulacje dla tancerzy”.


Jacek Reda


Dziś jest
18 września 2018